O karierze od juniora do dyrektora, o przewadze Agile nad Waterfall i o nauce języków obcych bez konieczności płacenia za nią – w kolejnej inspirującej rozmowie w cyklu Ludzie Goyello. Na pytania o pracę i pasje odpowiada Paweł Bejger, Dyrektor Operacyjny w Goyello.

bejgerPaweł, jak znalazłeś się w Goyello?

Dołączyłem do zespołu będąc jeszcze na studiach. Wcześniej pracowałem w niewielkiej firmie. W pewnym momencie stwierdziłem, że tam nauczyłem się już wszystkiego i chciałbym podejmować nowe, większe wyzwania. Wiedziałem też, że chcę specjalizować się w .NET i programowaniu w C#. Zacząłem więc poszukiwania.

Dlaczego zdecydowałeś się właśnie na Goyello? Ktoś znajomy polecił ci firmę?

To był zupełny przypadek. Rynek IT nie był wtedy tak rozbudowany jak dziś. W serwisie z ofertami pracy znalazłem tylko trzy oferty pracy dla programistów .NET. Dwie dotyczyły zatrudnienia w korporacjach. Trzecią zamieściło Goyello. Mimo poszukiwania większych wyzwań, nie chciałem trafić do korporacji. Wybór był więc prosty.

Jak wyglądała rozmowa kwalifikacyjna?

To była najkrótsza rozmowa kwalifikacyjna, na jakiej kiedykolwiek byłem. Wtedy, w 2007 roku, nie było działu HR. Spotkał się ze mną Peter Horsten. Już na spotkaniu zapadła decyzja. Wkrótce dołączyłem do zespołu jako programista .NET.

Zaczynałeś jako developer. Dziś jesteś dyrektorem operacyjnym firmy. Dlaczego zdecydowałeś się zmienić profil zawodowy?

Programowanie zawsze było moją pasją. Kiedy dodatkowo okazało się, że na tej pasji można zarabiać, postanowiłem, że będę programistą. Zakładałem, że moje życie zawodowe potoczy się według typowego schematu: od juniora, przez mediora, aż po senior developera i w końcu architekta oprogramowania.

Z czasem jednak zespół, w którym pracowałem, rozrósł się. Trzeba było wyłonić Team Leadera. Zostałem nim ja. Nadal programowałem, ale oprócz tego odpowiadałem za zarządzanie pracą zespołu, komunikację i rozwiązywanie różnorodnych problemów. Zdobyłem zupełnie nowe umiejętności i okazało się, że taki zakres obowiązków bardzo mi odpowiada. Moja praca stała się bardziej komplementarna, a jednocześnie bardziej urozmaicona.

Co było potem?

Potem zostałem Project Managerem. Znacznie mniej czasu mogłem już poświęcać na programowanie – ok. 50 procent. Doszły jednak nieznane wcześniej, a ciekawe aspekty pracy, przede wszystkim spojrzenie na projekt z biznesowego punktu widzenia. Jaką wartość projekt da klientowi, jaka będzie korzyść z jego wdrożenia dla końcowych użytkowników – to kwestie, którymi między innymi zajmowałem się jako PM.

Po objęciu funkcji .NET Team Leada przejąłem zarządzanie największym zespołem programistów oraz kilkanaście projektów. Z czasem zacząłem coraz bardziej angażować się też w inne obszary działalności firmy. Znacznie łatwiej było mi więc przyjąć stanowisko dyrektora operacyjnego.

Powiedziałeś, że programowanie zawsze było twoją pasją. Jako dyrektor nie programujesz. Nie brakuje ci tego?
To fakt, w pracy w ogóle się już tym nie zajmuję. Nie porzuciłem jednak zupełnie zagadnień technicznych. Chcę być na bieżąco. Języki programowania ewoluują. Zazwyczaj co 1-2 lata na rynek wchodzi nowa wersja języka i platformy. Technologia zmienia się dynamicznie. Trzeba więc ciągle się doszkalać. Dlatego regularnie czytam blogi specjalistyczne i programuję dla siebie samego.

W Goyello jesteś specjalistą od Agile. Co zainteresowało cię w tej metodyce?

Zacznijmy inaczej. Od odpowiedzi na pytanie: co to jest udany projekt IT? Większość managerów powie, że to taki, który zakończył się w ramach założonego czasu i budżetu. Ja natomiast powiedziałbym, że udany projekt IT to taki, który w ramach założonego czasu i budżetu dostarcza maksymalnej wartości użytkowej. To projekt walidowany z użytkownikami końcowymi, spełniający ich potrzeby.

Branża IT jest zbyt dynamiczna, by nadal działać według tradycyjnych metodyk, jak np. Waterfall. Ciągle wchodzą nowe technologie, wczoraj mieliśmy komputery stacjonarne, dziś na świecie dominują urządzenia mobilne. Kto wie, co przyniesie jutro. Tylko firma, która jest w stanie elastycznie dostosować się do szybko zmieniających się warunków, ma szansę odnieść sukces. Agile umożliwia takie właśnie podejście do realizacji projektów.

Goyello jednak nie zawsze było Agile. Pamiętasz ten moment, kiedy postanowiliście zacząć pracować według nowych zasad?
Oczywiście, że pamiętam. Nie był to łatwy proces. Trzeba było przede wszystkim zaszczepić Agile w umysłach ludzi – zarówno pracowników, jak i klientów. Ci ostatni przez lata przyzwyczaili się do tradycyjnego sposobu realizacji projektów informatycznych. To, co im proponowaliśmy, było tak odmienne, że wielu nie było w stanie zaakceptować nowego podejścia.

Jak radziliście sobie w takich sytuacjach?

Dozowaliśmy Agile po trochu. Stopniowo wprowadzaliśmy niektóre elementy, resztę pozostawiając bez zmian. To pozwalało klientom powoli oswoić się z inną niż dotychczas metodą. W większości przypadków po zakończeniu projektu sami stwierdzali, że Agile to doskonały sposób prowadzenia projektów.

Przygotowując się do naszej rozmowy, dowiedziałam się, że znasz kilka języków obcych i uczysz się kolejnych. Czy to kolejna pasja, obok programowania?

Moja nauka języków związana jest z pewnym zakładem. Siedem lat temu założyłem się dziadkiem, że poznam ich więcej niż on. Dziadek zna siedem. Ja – w tej chwili już pięć. Przede mną więc przynajmniej trzy kolejne.

To imponujące! W jakich językach mówisz?

Znam angielski, niemiecki, holenderski, norweski i hiszpański. Od nowego roku planuję naukę rosyjskiego.

Czy lubisz szczególnie któryś z nich?

Zdecydowanie niemiecki. Rozmawianie w tym języku sprawia mi największą przyjemność. Norweski jest z kolei bardzo melodyjny, słowa są krótkie i łatwe w wymowie, a sama gramatyka niezwykle prosta w intuicyjnym zrozumieniu. Szczerze mówiąc, w każdym nowym języku, którego się uczę jest jakaś niewyjaśniona „magia”, która sprawia, że jego nauka to czysta przyjemność.

Jaką metodą się uczysz? Chodzisz na kursy?

Mój dziadek uczył się korespondując z ludźmi z innych krajów. Ja korzystam z Internetu. Nie uwierzysz, ile materiałów można znaleźć w sieci nie płacąc ani złotówki. Dzięki temu, że ludzie chcą dzielić się wiedzą, jest wiele nieodpłatnych kursów z nagraniami audio i serwisów do nauki online.

Masz sprawdzone patenty na naukę języka?

Przede wszystkim uważam, że zanim zabierzemy się za naukę języka, należy nauczyć się uczyć w ogóle. Są materiały na ten temat, m.in. pozycja Sebastiana Leitnera „Naucz się uczyć”. Mając podstawy teoretyczne, możemy skrócić czas poświęcony na naukę nawet o 50%.

Ja najpierw staram się opanować podstawy, czyli gramatykę i słownictwo. Nigdy jednak nie uczę się samych słówek. Poznaję od razu słowo w zdaniu. Dzięki temu rozumiem kontekst i w przyszłości będę umiał to słowo poprawnie zastosować. Do nauki słownictwa doskonałe są Fiszki polskiego wydawnictwa Cztery Głowy albo internetowy portal Anki.

Do nauki pisania świetnie nadaje się portal Lang-8, na którym ludzie nawzajem sprawdzają sobie teksty. Na przykład: piszę tekst po norwesku i wrzucam go na Lang-8. Zalogowani tam Norwegowie poprawiają go. Wyjaśniają, jakie błędy popełniłem i jak dany fragment powinien poprawnie brzmieć. I podobnie – ktoś uczący się polskiego pisze tekst po polsku, a użytkownicy z Polski, tacy jak ja, sprawdzają go online. Wszystko bezpłatnie, na zasadzie wymiany.

W obcym języku trzeba też nauczyć się rozmawiać. Tutaj z pomocą przychodzą serwisy takie jak Italki, umożliwiające znalezienie partnera do rozmowy online.

Ostatni etap to słuchanie audycji i programów telewizyjnych, czyli rozumienie ze słuchu. Ja np. lubię posłuchać norweskiego radia, stojąc w korku.

Dobrym sposobem uczenia się języka jest nauka w różnych miejscach – raz w domu, innego dnia w parku, na ławce. Tworzą się wówczas różne asocjacje, które ułatwiają zapamiętywanie.

Według jakiego klucza wybierasz języki, których się uczysz?

Zastanawiam się, czy język podoba mi się oraz czy mi się przyda, na przykład w pracy. Jeśli mam do wyboru holenderski i japoński, oczywistym jest, że wybiorę ten pierwszy. Nie bez znaczenia jest też podobieństwo. Łatwiej jest uczyć się po kolei języków z jednej rodziny, np. germańskich.

Nie polecam jednak uczenia się dwóch języków na raz, zwłaszcza tych podobnych. Należy solidnie poznać jeden język, co najmniej na poziomie B2, zanim zabierzemy się za studiowanie kolejnego. Inaczej będą się nam w głowie mylić.

Co najbardziej pociąga cię w nauce języków?

Każdy nowy język to coś na kształt nowej osobowości, odrębnego umysłu w głowie. Nowe języki to poszerzanie horyzontów. To też nauka kultury, tradycji i historii danego kraju. Język odzwierciedla charakter i osobowość jego mieszkańców, siłą rzeczy ucząc się ich mowy poznajemy ich samych.

Podoba mi się też, że z każdym następnym językiem nauka przychodzi mi szybciej. Wyciągam wnioski z popełnionych błędów i staram się ich więcej nie popełniać.

Wziąłeś niedawno udział w tłumaczeniu na język polski książki o Agile. Jak trafiłeś do tego projektu i dlaczego nieodpłatnie podjąłeś się tego zadania?

Wziąłem udział w tym projekcie, ponieważ, jak już wspomnieliśmy, temat Agile jest mi bliski. Poza tym tematem książki są retrospektywy, których jestem wielkim miłośnikiem. Uważam je za świetną technikę przeprowadzenia inspekcji swoich działań, usprawniania pracy i współpracy w zespole oraz dążenia do perfekcji w sposób iteracyjny.

W takich projektach, jak tłumaczenie tej publikacji, wiedza merytoryczna liczy się znacznie bardziej niż umiejętności lingwistyczne. Dlatego do współpracy zaproszono specjalistów i coachów Agile. Dzięki udziałowi w tym projekcie miałem okazję poznać ekspertów z całej Polski.

Rozmawiając z developerami często słyszę, że brakuje polskiej terminologii dotyczącej zagadnień, którymi się zajmują. Czy podobnie jest w przypadku Agile? Łatwo było tłumaczyć tę książkę?

Rzeczywiście bywa z tym problem – żeby tak przetłumaczyć tekst, aby brzmiał po polsku, a jednocześnie zachować ducha oryginału. W tym przypadku poszliśmy na kompromis. Najważniejsze było dla nas, aby tekst był zrozumiały dla odbiorcy. Niektóre terminy, tłumaczone na siłę, brzmiały sztucznie. W niektórych miejscach zostawiliśmy więc angielskie oryginały.

Jakie masz plany zawodowe na przyszłość?

Mój plan na przyszłość związany jest ściśle z zaangażowaniem w rozwój firmy. I nie chodzi o masowy przyrost pracowników czy projektów. Raczej o nowe ciekawe projekty i modele biznesowe oraz o dotarcie do nowych grup docelowych. Tworzyć oprogramowanie, które zmienia świat – to cel, który powinien przyświecać każdej firmie IT. Przyświeca również nam. Nie zapominamy przy tym o zadowoleniu naszych pracowników. Bez dobrego zespołu ludzi mających satysfakcję z wykonywanej pracy żadna firma nie odniesie sukcesu.

A kiedy nie pracujesz i nie uczysz się języków? Jak spędzasz wolny czas?

Lubię planszówki, głównie ekonomiczne, strategiczne i fantasy, np. Wiedźmina. Moją pasją są też gry RPG, które w dużym uproszczeniu polegają na stworzeniu swojej wirtualnej postaci i przemierzaniu nią świata.

Dużo czasu prywatnego poświęcam na programowanie i czytanie specjalistycznych blogów. Robię to nie z obowiązku, ale dlatego, że sprawia mi to przyjemność. Dzięki temu mogę też lepiej wspierać moich ludzi w Goyello.

Czytam sporo książek z dziedziny zarządzania, relacji międzyludzkich, psychologii i neurobiologii (ang: neuroscience). Im więcej ich czytam, zwłaszcza tych ostatnich, tym lepiej rozumiem samego siebie. Mam też w swojej bibliotece ponad sto pięćdziesiąt książek o II wojnie światowej, którą się interesuję. Niezwykła jest dla mnie skala tego wydarzenia, strategie, według których ludzie wtedy działali, decyzje, jakie podejmowali. Czytając o wojnie, można dowiedzieć się wiele o ludzkiej naturze w ogóle.

Czy masz jakieś marzenie, które chciałbyś spełnić i możesz się nim z nami podzielić?

Nie mam marzeń, mam cele. Cel: nauczyć się co najmniej 8 języków obcych. Cel – nieustannie nabywać nową wiedzę, czy to z zakresu zarządzania, psychologii, neuroscience, programowania, czy szeroko pojętego IT. Cel: wspierać Goyello w jego dalszym dynamicznym rozwoju. Nie wszystkie cele są jednoznacznie mierzalne, ale do każdego staram sie dążyć. I to jest zasadnicza różnica pomiędzy marzeniami a celami: marzenia się po prostu ma (abstrakcja), a do celów się dąży (konkret). Dlatego wolę mieć cele niż marzenia.

Trzymam więc kciuki za twoje dążenie do tych konkretnych celów.

Copywriter, Content Designer and Translator, helping companies and individuals choose the best words to let the world know that they have something valuable to offer. Cat lover and runner.